sobota, 27 lipca 2013

Rozdział 1

Dziś mam w planach wybrać się z Jade na zakupy do galerii handlowej, aby pokupować sobie nowe ciuszki. Mam nadzieję, że coś sobie znajdę bo mam z tym problem. Zawsze na zakupach jestem wybredna. Mamy się spotkać na miejscu więc czas, aby w końcu wyjść z łóżka.
Wstałam i od razu skierowałam się do kuchni w celu zrobienia sobie herbaty i czegoś do picia. O dziwo w kuchni siedziała mama jedząca śniadanie co mnie bardzo zdziwiło, że o 10:00 jeszcze tutaj jest.
-Cześć Córciu! Zrobiłam ci śniadanie i herbatę.
-Dzięki nie trzeba było. Tak w ogóle to co ty tutaj jeszcze robisz?
-Wzięłam sobie dzień wolnego, aby trochę z tobą pobyć. Może pójdziemy dzisiaj do kina czy coś?-zapytała co mnie bardzo zdziwiło.
-Dzisiaj nie mogę, bo idę z Jade na zakupy.
-No to nie mogłybyście tego jakoś przełożyć?
-Na kiedy niby? Jutro jest niedziela i nie mam zamiaru marnować sobie tego dnia, a w poniedziałek idę do szkoły jakbyś zapomniała.-Odpowiedziałam zirytowana.
-No dobrze, ale myślałam, że sobie pogawędzimy i spędzimy razem dzień.
-To trzeba było mnie chociaż uprzedzić, a poza tym w jeden dzień nie odbudujesz wszystkiego.
-Miałam nadzieję, że się ucieszysz.
-Ucieszyłabym się kilka lat temu, ale niestety przypominasz sobie o mnie kiedy jestem prawie dorosła. Nawet mnie nie znasz.
-Nie mów tak. Przecież znam cię bardzo dobrze.
-Nieprawda.-Powiedziałam. Wzięłam herbatę i poszłam do swojego pokoju się uszykować.
Nie mogłam w to uwierzyć, że dopiero teraz przypomniało jej się, że ma córkę. W wakacje nawet nie wzięła urlopu by spędzić trochę czasu ze mną. Chociaż ona w sumie chciała coś naprawić, a mój ojciec? On to nawet nie pamięta kiedy mam urodziny.
Dobra postanowiłam się w końcu ubrać i założyłam to. Lekko się pomalowałam i ułożyłam włosy. Zapakowałam wszystko do torebki i zeszłam na dół. W salonie zobaczyłam mamę siedzącą na kanapie w salonie, która przewijała kanały telewizyjne. Mimo wszystko zrobiło mi się jej przykro.
-Mamo?
-Tak?
-Przepraszam.
-Nie ma za co ja wszystko rozumiem.-Powiedziała i uśmiechnęła się.
-Tak wiem, ale chciałaś dobrze, a ja to olałam.
-Oj córciu już zrozumiałam, że jesteś dzisiaj zajęta. Najwyżej spędzimy razem dzień przy kolejnej okazji.
-Dziękuję, że mnie rozumiesz.-Powiedziałam po czym pocałowałam ją w policzek.-Ja już muszę iść mamo.
-Dobrze. Trzymaj się.
Musiałam się teraz trochę pośpieszyć, bo już i tak jestem spóźniona. Na szczęście miałam akurat autobus, w który wsiadłam. Jestem zbyt leniwa na zrobienie sobie prawo jazdy, więc muszę korzystać z komunikacji miejskiej. Na miejscu byłam po kilku minutach. Na szczęście Jade czekała na mnie w umówionym wcześniej miejscu i nie poszła sobie.
-Jade! Hej sorki za spóźnienie.
-Cześć Lucy przecież wiesz, że nic się nie stało, a teraz chodź, bo nie mogę się już doczekać.
-Hehe jak zwykle zresztą.
-Oj już nie marudź sama wiesz jak uwielbiam zakupy.
Obeszłyśmy chyba wszystkie sklepy i zeszło nam jakieś 4 godziny. Po wszystkim postanowiłyśmy wybrać się do Starbucks. Tego mi było trzeba. Pyszna kawa i Pyyyyszna ciasto.
-Lucy jak sądzisz w naszej nowej klasie się odnajdziemy?
-Szczerze?
-No raczej.
-Nie mam pojęcia. W sumie mam taką nadzieję, ale jeszcze nie wiemy nawet z kim jesteśmy w klasie, a to dużo zmienia.
-No w sumie masz rację.-Zgodziła się ze mną.-Lucy czy to czasem nie jest twój tata?-Szybko dodała.
Spojrzałam w kierunku jaki mi wskazała Jade. Tak to był on wchodził za rękę z jakąś kobietą do restauracji naprzeciwko.
-Tak to on, ale jak on może!-Krzyknęłam, a wszyscy dookoła spojrzeli się na mnie. Byłam strasznie zła i szybko wybiegłam z lokalu, aby wejść do restauracji, w której znajdował się mój ojciec.
-Nie no ja po prostu nie wierzę!-Ciągle krzyczałam.
-Spokojnie Lucy.-Jade ciągle próbowała mnie uspokoić, ale w tym momencie nie mogłam.
Podbiegłam do stolika przy którym siedział mój tato z jakąś babą.
-Jak możesz! Jak możesz zdradzać mamę!? -Wykrzyczałam mu prosto w twarz.
-Lucy kochanie uspokój się ja ci wszystko wytłumaczę.
-Nie chcę twoich tłumaczeń tylko powiedz jak długo to trwa!
-Lucy posłuchaj przyszedłem tutaj w sprawach biznesowych. -Tak on jeszcze śmie się tłumaczyć...
-Teraz tak to się nazywa?! Sprawy biznesowe no pewnie.
-Tak mam tutaj spotkanie z dyrektorką firmy, z którą chcę współpracować.
-Z nią czy z firmą?
-Z firmą! Lucy natychmiast się uspokój i stąd idź!
-Ohh dobra już idę oczywiście no to ten ja przepraszam.
Wyszłam z lokalu, lecz przypomniało mi się coś jeszcze, przecież oni szli razem za rękę, ale nie chciałam się już cofać. Później z nim porozmawiam.
-Widzisz Lucy to tylko zwykłe nieporozumienie. -Powiedziała Jade i mnie przytuliła.
-Tak? Więc jak wytłumaczysz to, że szli razem za rękę?
-No tak. O tym zapomniałam.
-Dobra ja już będę wracać do domu już po 18:00, a nie chcę być późno w domu.
-Dobrze Lucy to na razie. -Powiedziała Jade i mnie przytuliła.
-Dobrze pa! -Powiedziałam i skierowałam się w kierunku przystanku autobusowego. Na moje nieszczęście zaczął padać deszcz, lecz co ja mogłam się innego spodziewać.
Tak się złożyło, że mój autobus będzie dopiero za 30 minut więc w domu będę po 19:00. Lepiej sobie tego nie mogłam wymyślić. I tak jak się spodziewać mogłam w domu byłam dopiero o 20:00, bo stałam w korku. Weszłam do domu, a tam cisza. Zajrzałam do kuchni, a tam zobaczyłam tylko zimne naleśniki, które zapewne były na obiadokolację. Mogę się założyć, że mojej mamie jest strasznie przykro. Znalazłam ją dopiero w salonie. Oglądała jakąś denna telenowelę.
-Mamo?
-O wróciłaś? Zrobiłam ci naleśniki, ale już pewnie dawno wystygły.
-Wiem widziałam. Przepraszam, że tak długo, ale za pewnie nie będzie ci się chciało słuchać co przeżyłam.
-Dobrze Lucy nie musisz się tłumaczyć lepiej powiedz czy zakupy ci się udały?
-Tak kupiłam sobie sporo rzeczy. Kiedyś jeżeli będziesz chciała możemy się przejść razem.
-Tak naprawdę byś chciała? Tak się cieszę. Niestety na razie mam masę pracy, ale za tydzień, albo dwa może się wybierzemy.
-To super! -Krzyknęłam i przytuliłam mamę.
-Dobrze córciu ja już idę spać, bo chciałabym się wyspać, a u mnie z tym jest wielki problem.
-Heh oki mamo. Dobranoc!
-Dobranoc córciu.
Mama poszła, a ja zostałam taka głodna, ale to zaraz najwyżej sobie coś zrobię. Teraz muszę iść zanieść te wszystkie bo co jak co ale te wielkie 5 toreb w salonie trochę przeszkadza. Kiedy doszłam do mojego pokoju weszłam do garderoby i zaczęłam wszystkie rzeczy tam układać i nie powiem bo zleciała mi na tym jakaś godzinka. Zeszłam na dół w celu zrobienia sobie czegoś do jedzenia i picia. Kiedy się najadłam pomyślałam, że poczekam za ojcem żeby to wszystko wyjaśnić sobie jeszcze dzisiaj, bo zapewne jutro rano już go nie będzie. Postanowiłam pooglądać sobie telewizję, ale skończyło się na ty, że zasnęłam. W pewnym momencie usłyszałam dźwięk otwierającego się zamka w drzwiach...
____________________________________________________________________
 
Szczerze uważam, że nie jest taki zły ten pierwszy rozdział. No ale każdy ma inny gust. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Do zobaczenia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz